Moja włosowa historia.
Całe moje "włosowe szaleństwo" zaczęło się na przełomie września i października. Wtedy przypadkowo znalazłam bloga Anwen i nieźle się wkręciłam. Lecz po jakimś czasie z natłoku nauki (bądź i z czystego lenistwa :P) porzuciłam w kąt marzenia o włosach jak u Roszpunki. Wszystko zmieniło się, gdy trafiłam na bloga MsMelevis. Wtedy już nie odpuściłam. Odnalazłam ponownie pierwszego wymienionego przeze mnie bloga i stopniowo (do dnia dzisiejszego) zmieniłam dotychczasową pielęgnację moich włosów (albo jej brak :P) na "fachową". Mimo to nadal zdarzają mi się nieco "nieprzemyślane" zakupy, mylę się co do składów. No cóż, jestem tylko człowiekiem :).Włosy jeszcze przed zaczęciem pielęgnacji (przepraszam za małe i niewyraźne zdjęcie - "urok" aparatu w telefonie). Kilka miesięcy ścięłam je w tzw. V.
W wakacje, gdy moi rodzice wyjechali na urlop, postanowiłam zaszaleć. Wszędzie widziałam włosy typu "ombre hair". Mi się to zbytnio nie podobało i nie podoba do dnia dzisiejszego, ale mimo to także zapragnęłam zrobić "coś" z włosami.
Oto efekt mojej "nudy" :
Końcówki miały być rude, wyszły pomarańczowe. Nie zapomnę miny mojego chłopaka i jego tekstów typu "Farbowałaś włosy marchewkami?".
To był mój pierwszy i (jak na razie) ostatni wybryk włosowy. Moja mama zawsze usilnie zabraniała mi farbować włosy, bądź robić jakichkolwiek pasemek (i chwała jej za to!).
Dziś moje włosy prezentują się mniej więcej tak :
(nieco widoczne wgniecenie od gumki, w domu zawsze spinam włosy z czystej wygody).
Często łapię się, że pomimo setek przeczytanych "włosowych" artykułów na dziesiątkach blogów, to i tak popełniam błędy w swojej pielęgnacji, niekiedy nawet (o zgrozo!) karygodne.
Zbyt wiele z moimi włosami nie robiłam, nie farbowałam ich ciężkimi i mocnymi farbami. I jedno szczęście! :P



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz